Luźne przemyślenia po napisaniu pracy magisterskiej.
Kategorie: Wszystkie | Magisterka | Pierścień władzy
RSS
czwartek, 07 lutego 2008
Zakupy w internecie

Raz na jakiś czas robię zakupy w internecie - standardowo: zamówienie, przelew, telefoniczne potwierdzenie zamówienia, kilka dni czekania, i kurier z paczką dzwoni do drzwi. Prosto, łatwo i przyjemnie. Jednak dziś odebrałem przesyłkę, której zamówienie przeszło moje najśmielsze oczekiwania, jeśli chodzi o poziom obsługi klienta.

Zacznę od tego, że nie miałem pomysłu na prezent dla chrześniaka i K. podsunęła mi linka do strony www.kocyki.eu. Pomyślałem, że taki kocyk byłby fajnym pomysłem, ale przecież zamówienie przez internet będzie trwało z tydzień, a chrzest już w niedzielę (tutaj wyjaśnię, że do tak odkrywczego wniosku doszedłem w poniedziałkowy wieczór). Dodatkowo zamiast wagi i wzrostu chciałem wpisać "Pamiątka Chrztu", a w ogóle to kocyków miało być dwa, czyli zamówienie już całkiem niestandardowe, biorąc pod uwagę formularz na stronie. Postanowiłem jednak napisać do sklepu maila z pytaniem, czy to co bym chciał osiągnąć jest wogle wykonalne, w dodatku w ekspresowym tempie.

Pierwsze zaskoczenie nastąpiło we wtorek rano, gdy dostałem odpowiedź, że jest to wykonalne oraz, że jeśli złożę zamówienie natychmiast, to sklep wyprodukuje kocyki i wyśle je kurierem do czwartku (tak, że na piątek do mnie dotrą). Dodatkowo otrzymałem zniżkę na całe zamówienie :)

Jednak na tym nie koniec. Dosłownie kilka minut po złożeniu przeze mnie zamówienia zadzwoniła do mnie miła pani z pytaniem, czy aby na pewno data urodzenia dziecka wpisana przeze mnie na zamówieniu jest poprawna (oczywiście się pomyliłem i wpisałem rok 2008) i czy może ją poprawić.

Ta sama pani dzwoniła do mnie jeszcze kilkakrotnie:
- następnego dnia, żeby poinformować mnie, że kocyki już są wyprodukowane i że zaraz nada je kurierem
- kolejnego dnia, żeby zapytać, czy kocyki już dotarły (spotkaliście się kiedyś z taką troską o klienta?!)
- w międzyczasie, żeby cośtam jeszcze potwierdzić / uzupełnić

Ostatecznie od złożenia przeze mnie zamówienia (wtorek ok. południa) do odbioru kocyków (dziś ok. 17) minęły dwa dni! Jeszcze nigdy tak sprawnie, profesjonalnie i dokładnie nie byłem obsłużony :) Jakby tak się dało we wszystkich sklepach robić zakupy, to bym z domu nie wychodził.

18:09, e-maupa
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 stycznia 2008
Popularność

Dawno nic nie napisałem, bo pracy mnóstwo, dyplom odebrany to i przemyśleń przy magistece jakoś mniej. Dziś jednak kopnął mnie zaszczyt i admini bloxa wrzucili linka do mojego szablonowego bloga na stronę główną blox.pl. Skłoniło mnie to do refleksji nad tym co decyduje o popularności bloga.

Od czasu do czasu na różnych trendsetterskich bloxach można poczytać notki o tym co zrobić, by być wyżej w rankingach. A to, że tytuły muszą być odpowiednie. A to, że notki publikowane o popularnych porach dnia, a wyrażane opinie kontrowersyjne lub plotkarskie. Że warto dorzucić zdjęcie gołej gwiazdy, albo używać wulgarnych słów itd.

Co ciekawe mój blog żadej z tych porad nie spełnia. Jest kierowany raczej do wąskiej grupy ludzi, jako-tako technicznie ogarniętych. Taki "poradnik majsterkowicza", a jednak ktoś go wyłuskał i od razu licznik odwiedzin poszybował w górę. Na domiar złego notki tam wrzucam niewiele częściej niż tu, a teraz będę musiał się sprężać, bo przecież taki zaszczyt zobowiazuje ;)

Na koniec, żeby nie było tak całkiem nie na temat, bo to przecież blog o moich męczarniach przy uzyskiwaniu przedrostka przed nazwiskiem, napiszę, że odebrałem po trzech miesiącach dyplom uczelni wyższej. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że wygenerowanie suplementu i wydrukowanie dyplomu i wszystkich kopii trwało niecały miesiąc (jest napisana data). Pozostały czas mój dyplom, wraz z mnóstwem innych dojrzewał na biurku dziekana, czekając aż znajdzie on kilkanaście sekund na jego podpisanie. Pośpiech godny poczty polskiej. Z tego czekania naszła mnie taka oto złota myśl:

Na pierwszym roku studentowi się wydaje, że dziekan tylko czeka, by go z tej uczelni wywalić. Na piątym, okazuje się, że musi czekać, aż go z uczelni wypuszczą :)

wtorek, 04 grudnia 2007
Szablony dla bloxa

Jako, że mój szablon i skrypt do wyróżniania komentarzy autora notki zyskały większą popularność niż same notki ;) postanowiłem wyjść naprzeciw oczekiwaniom i udostępniłem swój szablon. Założyłem także drugiego bloga, na którym będę co jakiś czas publikował szablony dla bloxowych blogów. Szablony przygotowuję w wolnym czasie, którego teraz mam jak na lekarstwo, ale może to będzie mi szło lepiej niż regularne pisanie notek.

Jeśli spodobał Ci się mój szablon - możesz go skopiować klikając na bannerek w wąskiej szpalcie. Będzie mi miło gdy zostawisz po sobie swoją opinię w komentarzu.

czwartek, 25 października 2007
Po wszystkiemu

Stało się. Dziś była obrona i poszła zdumiewająco dobrze :) Nie spodziewałem się, że komisji aż tak może zależeć na tym, żeby student już się obronił i nie zawracał więcej głowy. Pytania zadawane ostrożnie, by przypadkiem biedaka czymś nie zaskoczyć - na tyle ogólne, żeby cokolwiek był w stanie powiedzieć, albo żeby w jego odpowiedzi można było się doszukać choć dwóch słów na temat.

Chociaż pogubiłem się w jednym pytaniu (z 50 "pewniaków" nie przerobiłem właśnie tego jednego, które dostałem) to i tak wyszło na 5! Gdyby tak wszystkie egzaminy na studiach wyglądały, eh...

Dobrze, że już po wszystkim, bo praca mnie coraz bardziej pochłania i coraz mniej czasu mam na studiowanie :/ Teraz pozostaje jeszcze tylko uporać się z Obowiązkiem Obrony Ojczyzny i będziemy w domu.

niedziela, 07 października 2007
Pierścień Władzy
W oczekiwaniu na termin obrony, którego jak nie było tak nie ma, postanowiłem zająć się swoim ulubionym zajęciem, czyli marnotrawieniem czasu na głupoty. Przyszedł mi do głowy pomysł na temat, który stanowił będzie odrębną kategorię tego bloga i mam nadzieję, że znajdzie swoje grono czytelników. Sam temat jest żywo dyskutowany przez niezliczone rzesze forumek, spędza sen z powiek wielu właścicielek blogaskoof i innych temu podobnych cudaków, jednak nigdy do końca nie jest wyczerpany. Prawdopodobnie dlatego, że w walce o Pierścień Władzy dość istotną rolę odgrywa jednak mężczyzna
niedziela, 23 września 2007
93 strony
Nigdy w życiu nie napisałem tak długiego tekstu. Teraz tylko przebrnąć przez górę formalności (oczywiście dziekanat czynny 3 godziny dziennie: 12-15, więc trzeba się z pracy wyrywać), poczekać na recenzję i cierpliwie na termin obrony. Zgodnie z przewidywaniami, promotor nie przeczytał, tylko przejrzał. Recenzent pewnie będzie bardziej zainteresowany zobaczeniem dema prototypu niż czytaniem moich wypocin. I tak za kilka tygodni zasilę pewnie rzeszę ludzi z trzyliterkowym przedrostkiem przed nazwiskiem. Na razie najważniejsze to się wyspać :)
piątek, 24 sierpnia 2007
Tik-tak, tik-tak, tik-tak

Ten tytuł jest tylko symboliczny, bo poza starym zegarkiem, który dostałem na komunię, dziecięciem jeszcze będąc, a który dość szybko zgubiłem, wszystkie czasomierze mam elektroniczne. Beznamiętnie mrugają dwukropkiem pomiędzy cyferkami i nawet się na nie nie zwraca uwagi. Do czasu...

Zawsze musi zdarzyć się taki moment, że upływający czas zaczyna przyspieszać tak, że zastanawiam się, czy skurczybyk nie zamienia ukradkiem cyferek na wyświetlaczu, jak na niego nie patrzę. A patrzę coraz częściej, bo pisania zostało dużo, a termin zbliża się już ostro. Po całym dniu spędzonym w pracy, jedyne o czym myślę to sen, więc by cokolwiek napisać faszeruję się wszystkim co ma kofeinę. Koło północy stres opada, gałki oczne czerwienieją, kładę się spać i oczywiście nie mogę usnąć. Wpatruję się więc w zegarek tak usilnie, że zaczynam słyszeć jak gasną i zapalają się kolejne cyferki. Tik-tak, tik-tak, tik-tak... Powoli zasypiam, w momencie gdy zaczyna dzwonić budzik i trzeba wstawać do pracy.

P.S. Mam już 37 stron. Do końca sierpnia muszę dać gotową pracę do przeczytania promotorowi. Następna notka będzie więc jak skończę :) A jak się obronię, to rzucę wszystko i wyjadę w Bieszczady. Nie będzie laptopa, telefonu, nie będzie niczego. No, może tylko aparat i kochana modelka ;)

środa, 01 sierpnia 2007
Dobry tytuł to podstawa

Okazuje się, że nieważne jest co ma się do napisania. Ważne jak. Zawsze da się to przedstawić tak, by wyglądało efektownie i ekscytująco! (patrz wykrzyknik :P)

Ostatnio, na jednym z portali, moją uwagę przykuł nagłówek artykułu, który zaczął się potem pojawiać także w innych serwisach. Radośnie krzyczał on, że firma, na której przychód z takim mozołem codziennie pracuję, została nagrodzona jako idealny pracodawca. Pomyślałem sobie, że może coś przeoczyłem, może jakieś premie rozdawali jak byłem na urlopie, ale nie... Zaintrygowany nagłówkiem zagłebiłem się w lekturze artykułu i z każdym zdaniem moja ekscytacja ustępowała miejsca rozgoryczeniu. Najpierw się okazało, że nie najlepszy tylko jeden z najlepszych, potem, że tych najlepszych to więcej niż ze dwa tuziny, a na końcu, to że ten mój wymarzony pracodawca to się gdzieś w ogonie tej stawki ciągnie :/

Doszedłem do wniosku, że nawet z byle czego można zrobić newsa na pierwszą stronę, trzeba tylko mieć niezły PR i odrobinę beszczelności. Większość czytelników i tak nie przebrnie przez cały artykuł, a dobre wrażenie pozostanie.

P.S.
Zastanawiam się nad zmianą tytułu mojej magisterki. Może dzięki temu nikomu nie zechce się jej czytać...? :)

poniedziałek, 30 lipca 2007
Poranna kawa myśli rozjaśnia

7:00 - dzwoni budzik. Pierwsza myśl - "Muszę wstawać do pracy". Dopiero po chwili dociera do mnie, że mam dziś wolne, które specjalnie wziąłem, by wreszcie ruszyć do przodu z magisterką. Wrodzone lenistwo i zdolność perswazji pozwalają mi przekonać siebie samego, że jeszcze tylko pół godziny drzemki, a potem zabiorę się do pisania. Za oknem szaro i nie chce się nic. Już czuję, że kolejne kilka godzin zejdzie mi na stosowaniu rozmaitych form automotywacji, tylko po to, bym przez godzinę efektywnie popracował. Moją jedyną nadzieją pozostaje kawa.

Zadziwiające jest działanie porannej kawy. Mimo, że nie jestem kawoszem to "zawsze w sesji pijam kawę". W nocy i tak śpię po niej jak suseł, ale działa ona na mnie motywująco. Chociażby dlatego, że aby ją wypić muszę zwlec się z łóżka, zaparzyć, a czasem nawet pobiec do sklepu po mleko. Po wykonaniu tych wszystkich czynności poranny leń zostaje w łóżku, a ja mogę zabierać się do pracy. Tak, tylko kawa może mnie uratować...

niedziela, 29 lipca 2007
Komentarze autora

Dziś z czystym sumieniem mogę napisać, że spędziłem kilka godzin nad magisterką. W sumie wiele ich nie było, ale zawsze kilka to więcej niż zero :)

Poza tym straciłem sporo czasu na przeglądaniu blox.pl i całkiem przypadkiem natrafiłem na ciekawe miejsce dla maniaków przerabiania i podrasowywania swoich bloxów. Na testblog.blox.pl znalazłem przydatny skrypt do oznaczania komentarzy autora bloga na liście wszystkich komentarzy. Zainspirowało mnie to do napisania swojego skryptu, który niby robi to samo, ale... Po pierwsze nie wymaga żadnej konfiguracji, a po drugie oznacza wpisy autora danej notki, a nie wszystkich autorów bloga. Ma to czasem znaczenie jeśli ktoś pozwala kilku osobom wpisywać się na jednym blogu, albo jak ja, zmienił nicka po założeniu bloga :)

Skrypt można pobrać tutaj, a następnie wgrać go do zasobów swojego bloga (zakładka Edycja->Pliki). Następnie w polu na kodHTML wpisać

<script src="/resource/markComments.js" type="text/javascript"></script>

Na koniec pozostaje tylko dać upust swojej kreatywności i do stylu CSS dodać (najlepiej na końcu) definicję naszej wyróżniającej klasy o nazwie KomentarzAutora. Przykładowy wpis mógłby wyglądać np. tak:

.KomentarzAutora { color: red; }

Mam nadzieję, że skrypt się przyda. Miłego tuningowania :)

 
1 , 2
Skopiuj CSS